środa, 25 września 2013

¡Feliz cumpleaños!, czyli o czym roztropny będzie wiedział zawczasu, a ja przetestuję na własnej skórze.



Jeżeli jesteś mieszkańcem rozwiniętego kraju, będącego członkiem Unii Europejskiej, do przekroczenia hiszpańskiej granicy wystarczy Ci dowód osobisty. Jeżeli jesteś mieszkańcem Polski, będzie to jedyne, co jesteś w stanie zrobić.
Zapomnij o korzystaniu z karty płatniczej, kupieniu karty sim do telefonu czy płaceniu za przejazdy przez internet . Do tych czynności porzebujesz dowodu tożsamości, a ten z Polski jest w Hiszpanii nieważny, o czym dość szybko przekonują się wszyscy, którzy podobnie jak ja, nieposiadając ważnego paszportu, chcą skorzystać z dobrodziejstwa strefy Schengen.  Otwarte granice, jasne.
Oczywiście jest rozwiązanie tego problemu, w postaci wyrobienia karty tymczasowego pobytu, która z powodzeniem zastępuje paszport. Tylko, najpierw trzeba o tym wiedzieć.  I wcale nie pomogło mi to, ze mój CP po zobaczeniu przywiezionych przeze mnie stosownych formularzy (bo skoro  w dokumentch IAESTE napisano żeby zabrać, to chociaz raz posłuchałam), stwierdził, że on nie ma pojęcia co to, po co i dlaczego, i że niepotrzebne i bezużyteczne. 

Parafrazując  Dominikę: „Jak to dobrze, że jestem z Polski”. Powtarzam sobie te słowa za każdym razem, gdy okoliczności zmuszają mnie do wybrnięcia z sytuacji, gdzie przedstawicielom innych narodowosci zabrakłoby kreatywności i tupetu.  W tych okolicznościach – do odbioru paczki urodzinowej.
 I tak, uzbrojona tylko w bezużyteczny dowód, ruszyłam na pocztę. Poczta – jak w Posce, pobrałam numerek, odczekałam grzecznie pół godziny na swoją kolej i z szerokim uśmiechem podeszłam do okienka wyciągajac awizo i polski dowód.
Biedna kobieta w okienku trochę się pogubiła, bo przecież dokument jest nieważny i właściwie to nie powinna mi tej paczki wydać, ale jak to wytłumaczyć petentce, która wygląda jakby nie rozumiała ani słowa w cywilizowanym, hiszpańskim, języku (w sumie, nawet nie musiałam za bardzo udawać),  a do tego bardzo uparcie chce, żeby przesyłkę jednak jej wydać.  Na moje szczeście, w Hiszpanii, czynnik ludzki, wciąż wygrywa z bezduszną biurokracją. Z poczty wyszłam z tarczą. Znaczy z paczką.
Pozostając w temacie urodzin, poniżej zdjęcia z wycieczki do Estibaliz szlakiem św. Jakuba (pierwsza hiszpańska podróź autostopem, zaliczona!), oraz urodzinowej niespodzianki, jaką sprawili mi hiszpanscy znajomi.






1 komentarz:

  1. Niech żyje bycie z Polski!
    Do tupetu i kreatywności dołożyłabym jeszcze zaradność i spryt :P

    OdpowiedzUsuń