Jeżeli jesteś mieszkańcem rozwiniętego kraju,
będącego członkiem Unii Europejskiej, do przekroczenia hiszpańskiej granicy wystarczy
Ci dowód osobisty. Jeżeli jesteś mieszkańcem Polski, będzie to jedyne, co
jesteś w stanie zrobić.
Zapomnij o korzystaniu z karty płatniczej,
kupieniu karty sim do telefonu czy płaceniu za przejazdy przez internet . Do
tych czynności porzebujesz dowodu tożsamości, a ten z Polski jest w Hiszpanii
nieważny, o czym dość szybko przekonują się wszyscy, którzy podobnie jak ja,
nieposiadając ważnego paszportu, chcą skorzystać z dobrodziejstwa strefy
Schengen. Otwarte granice, jasne.
Oczywiście jest rozwiązanie tego problemu, w
postaci wyrobienia karty tymczasowego pobytu, która z powodzeniem zastępuje
paszport. Tylko, najpierw trzeba o tym wiedzieć. I wcale nie pomogło mi to, ze mój CP po
zobaczeniu przywiezionych przeze mnie stosownych formularzy (bo skoro w dokumentch IAESTE napisano żeby zabrać, to
chociaz raz posłuchałam), stwierdził, że on nie ma pojęcia co to, po co i dlaczego, i że niepotrzebne i
bezużyteczne.
Parafrazując
Dominikę: „Jak to dobrze, że jestem z Polski”. Powtarzam sobie te słowa
za każdym razem, gdy okoliczności zmuszają mnie do wybrnięcia z sytuacji, gdzie
przedstawicielom innych narodowosci zabrakłoby kreatywności i tupetu. W tych okolicznościach – do odbioru paczki
urodzinowej.
I tak,
uzbrojona tylko w bezużyteczny dowód, ruszyłam na pocztę. Poczta – jak w Posce,
pobrałam numerek, odczekałam grzecznie pół godziny na swoją kolej i z szerokim
uśmiechem podeszłam do okienka wyciągajac awizo i polski dowód.
Biedna kobieta w okienku trochę się pogubiła, bo przecież dokument jest nieważny i właściwie to nie powinna mi tej paczki wydać, ale jak to wytłumaczyć petentce, która wygląda jakby nie rozumiała ani słowa w cywilizowanym, hiszpańskim, języku (w sumie, nawet nie musiałam za bardzo udawać), a do tego bardzo uparcie chce, żeby przesyłkę jednak jej wydać. Na moje szczeście, w Hiszpanii, czynnik ludzki, wciąż wygrywa z bezduszną biurokracją. Z poczty wyszłam z tarczą. Znaczy z paczką.
Biedna kobieta w okienku trochę się pogubiła, bo przecież dokument jest nieważny i właściwie to nie powinna mi tej paczki wydać, ale jak to wytłumaczyć petentce, która wygląda jakby nie rozumiała ani słowa w cywilizowanym, hiszpańskim, języku (w sumie, nawet nie musiałam za bardzo udawać), a do tego bardzo uparcie chce, żeby przesyłkę jednak jej wydać. Na moje szczeście, w Hiszpanii, czynnik ludzki, wciąż wygrywa z bezduszną biurokracją. Z poczty wyszłam z tarczą. Znaczy z paczką.
Pozostając w temacie urodzin, poniżej zdjęcia
z wycieczki do Estibaliz szlakiem św. Jakuba (pierwsza hiszpańska podróź autostopem, zaliczona!),
oraz urodzinowej niespodzianki, jaką sprawili mi hiszpanscy znajomi.
Niech żyje bycie z Polski!
OdpowiedzUsuńDo tupetu i kreatywności dołożyłabym jeszcze zaradność i spryt :P