czwartek, 31 października 2013

W krainie moderniznu, czyli z wizytą w Katalonii

Ostrzeżenie: jeśli nie lubisz przesłodzonych, ociekających lukrem wpisów, lepiej nie czytaj tej notki.  Słodko będzie, aż do mdłości.

Aż chce się zacytować klasyka:
 "Barcelona - It was the first time that we met
  Barcelona - How can I forget
  The moment that you stepped into the room you took my breath away."

Plan był prosty - spędzić dwa i pół dnia w Barcelonie, intensywnie wykorzystując każdą minutę w tym mieście. Problemy z realizacją rozpoczęły się już na samym początku, gdy w dzień wyjazdu, moje zaleczone przeziębienie postanowiło dać o sobie znać. Wierzcie mi na słowo, katar nie jest najlepszym towarzyszem, ani podróży nocnym autobusem, ani zwiedzania.  Tylko teraz nie jestem pewna, czy moje pozytywne wrażenie Barcelony wynika z walorów miasta czy zaburzeń percepcji spowodowanych rosnącą gorączką.

A miasto jest piękne.  Barcelona stanowi doskonały przykład dobrze wykorzystanego potencjału. Punktem zwrotnym była Wystawa Światowa w 1929, kiedy to miasto zaprezentowało się jako warte zwiedzenia,
a uwaga turystów została, całkiem słusznie, skierowana na Gaudiego.

Gaudi, jako sztandarowy produkt i atrakcja Barcelony wyśmienicie spełnia swoje zdanie. Wystarczy spojrzeć na tłumy spragnionych sztuki turystów przed każdą atrakcją sygnowaną jego nazwiskiem.
Ten twórca hiszpańskiej odmiany secesji, czyli modernizmu, pozostawia niezatarte wrażenie na każdym, kto choć raz ujrzał jego prace. Niezwykłe bryły, kreatywne wykorzystanie motywów roślinnych, zabawa formą, tego nie da się opisać, bo żadne słowa nie są w stanie oddać geniuszu artysty.

Przygodę z Gaudim  rozpoczęłam od Sagrada Familia.  Z racji, że przyjechałam do Barcelony wcześnie rano, znalazłam się w kolejce po bilety wstępu jeszcze godzinę przed otwarciem. Całe szczęście, bo gdy po zwiedzaniu opuszczałam teren katedry, kolejka ciągnęła się już wzdłuż sąsiedniej ulicy.
Opinie słyszałam różne - przeważała ta, że Sagrada Familia dużo większe wrażenie robi z zewnątrz. Co zrozumiałe, opinia pochodzi od osób, które wnętrza nie zwiedzały, inaczej musiałby zgodzić się ze mną  - dopiero wnętrze jest naprawdę niezwykłe. Zupełnie jakbym nagle znalazła się w innym, wykreowanym przez szaloną wyobraźnię świecie. Jeżeli kojarzycie krótkometrażowy film "Katedra", dość trafnie oddaje moje odczucia spowodowane wielkim dziełem Gaudiego.
Poświęciłam resztę przedpołudnia na zapoznanie się z innymi dziełami hiszpańskiego modernizmu w dzielnicy Example, a po południu skierowałam kroki do centrum.

Bardzo niechętnie czytam książki historyczne, nagromadzenie dat i nazwisk powoduje, że mimowolnie omijam całe fragmenty tekstu, w rezultacie tracąc wątek. Uznałam, że zwiedzanie centrum miasta z przewodnikiem, który bezboleśnie zaznajomi mnie z podstawowymi faktami historycznymi, a na dodatek okrasi je zabawnymi anegdotkami, jest dobrym wyjściem dla takiej historycznej abnegatki.
Ponownie, miałam szczęście, trafiając na przewodniczkę, o niesamowitej ekspresji i chęci dzielenia się wiedzą, do tego mówiącą z pięknym brytyjskim akcentem. Zwiedziłam zabytkowe, gotyckie centrum Barcelony, ujrzałam najbardziej niezwykły cmentarz, usłyszałam historię o torturach w beczce. Pomimo niechęci do zorganizowanych wyjazdów, muszę przyznać, że odrobina fachowej wiedzy stanowczo wzbogaca wrażenia.

Jeszcze tylko spacer wzdłuż La Rambla, tej najsłynniejsze, gwarnej ulicy Barcelony, zakończony wizytą w Porcie (czy wiecie, że piasek na tutejszej plaży pojawi się dopiero w 1992 roku, i został przywieziony z Egiptu?) i musiałam przyznać, że Barcelona wpisuje się na listę miejsc, do których muszę wrócić.

Ciąg dalszy nastąpi. W kolejnej notce. Postanowiłam dozować czytelnikom ten barceloński lukier.













2 komentarze:

  1. Cieszę się, że też doceniausz geniusz Gaudiego. Dla mnie wnętrze Sagrady to szczyt jego fenomenowości! Mam nadziję, że dotarłaś do wystawy przy wyjściu z katedry wyjaśniającej kolejno motywy ornamentalne używane przez tegoż artystę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, doceniam. Wnętrze jest fenomenalne, aż miałam ciarki na plecach. Wystawę też widziałam, rzucała trochę więcej światła na twórczość Gaudiego.

      Usuń